Nieuleczalne choroby – jak dałeś się wkręcić w system (nie)leczenia

Nieuleczalne choroby – jak dałeś się wkręcić w system (nie)leczenia

Leczyć, ale nie wyleczyć

Wydawałoby się, że celem leczenia jest wyleczenie pacjenta. Okazuje się, że w naszym kraju brak objawów wywołany przyjmowaniem leków jest leczeniem i nie wymaga dalszych kroków. Nie ważne skąd wzięła się choroba, ważne że regularnie będziesz przyjmował leki, a objawów nie będzie. Tylko… czy to jest leczenie czy łatanie objawów wciąż istniejącej choroby?

Spotykam w gabinecie coraz więcej „trudnych” przypadków. Zawsze mile się zaskakuję, gdy przychodzi do mnie ktoś z nadwagą, bez żadnych innych problemów zdrowotnych – to się zdarza naprawdę rzadko. Zazwyczaj, jeśli dbamy o swoje zdrowie, to szczupła sylwetka jest tego efektem. Nadwaga jest zawsze objawem zaburzeń organizmu, na które czasem masz wpływ (objadanie się, niezdrowa dieta) lub których nie jesteś świadom (stany zapalne, brak ruchu, rozregulowany rytm dobowy). Duża część moich podopiecznych to osoby, które potrzebują pomocy, po tysiącach stosowanych diet, albo gdy wszyscy pozostali dietetycy (ciśnie się na usta, aby powiedzieć – najtańsi… bo przecież lubimy oszczędzać wszędzie, gdzie się da) już rozłożyli ręce, a żadne diety nie działają. Wiem ile kosztuje moja konsultacja i wiem ile kosztowałaby moja konsultacja, gdybym robiła to samo, co inni. Dlatego masz wybór. Cena mojej konsultacji też nie jest przypadkowa. Płacisz nie tylko za dietę, ale za to, że umiem słuchać i myśleć, a do tego naprawdę mam ochotę Ci pomóc. Same chęci to jeszcze nie wszystko. Płacisz też za to, że poświęcam swój czas na znalezienie przyczyny, dlaczego Twoja dieta na Ciebie nie działa, dotychczasowe leki Ci nie pomogły, a następnie pomysłu, jak to zrobić, by to zmienić. Jeśli się nie znam, odsyłam dalej, o ile jest do kogo.

Najlepsi doradcy, to ludzie którzy na oczy Cię nie widzieli

Mam też potrzebę działania zgodnie z prawdą, a prawda jest jedną z moich fundamentalnych wartości. Nie dostosuję się pod system, tylko dlatego że tak zostałam wykształcona i że tak trzeba, bo ktoś kiedyś tak powiedział. Każdy ma swoją prawdę, ale w przypadku dietetyki musisz uwierzyć że to, co mówi TV naprawdę nie jest dla Ciebie dobre, pani występująca w śniadaniówce i książki publikowane pod patronatem polskich instytutów finansowanych z pieniędzy rządu (nie wspominając skąd ma je rząd), muszą być zgodne z całym ogólnie przyjętym systemem żywienia, który określiłabym hasłem „jak wmówić ludziom, żeby chorowali, a potem na nich zarobić”. Instytut odpowiadający za żywienie Polaków i ustalający normy odpowiada także za kształcenie i wiedzę przekazywaną w szkołach i na studiach młodym medykom i dietetykom. Uczymy się na tych samych uczelniach, mamy zajęcia z tymi samymi doktorami i profesorami i korzystamy z tych samych książek do lekarze. Stąd wpadamy w system 5-letniego kształcenia o tym „jak pacjenta leczyć i nie wyleczyć”, nie dziwmy się – jest to system darmowy. Jeszcze stypendium dostaniesz, jak wybitnie dobrze będziesz wchłaniać wiedzę w tym schemacie, bo to zwiększa szansę, że będziesz tę wiedzę szerzył dalej. Bo chory pacjent leki przyjmować musi. A jak musi, to dłużej pożyje, a jak dłużej pożyje ale nie wyzdrowieje, to dłużej będzie je kupował, a przy tym pieniążki pójdą tam, gdzie trzeba, by system mógł zarobić. Gorzej jak za życia odnajdzie prawdę i wyzdrowieje. Wtedy pacjent zdrowy, a jak zdrowy to i pieniądze w kieszeni. Na zdrowym pacjencie nie zarobisz. Można też wybrać swoją drogę kształcenia – prywatną, kosztowną i czasochłonną. Bo nikt nie poda Ci prawdy na tacy. Czasami też niewdzięczną, bo z jednej strony działasz w zgodzie z prawdą, gdzie widzisz na własne oczy, jak ludzie wracają do zdrowia i odstawiają leki, a z drugiej strony jest wielki rząd oraz podlegające mu jednostki zajmujące się zdrowiem publicznym, które mówią, zupełnie co innego.

Myślę że czynnikiem sprzyjającym w mojej pracy jest to, że sama przez większość życia miałam nadwagę, stąd pewnie zainteresowanie dietetyką i studia na uniwersytecie medycznym. Częściowo, nasze drogi mogły być podobne – ja szukałam wiedzy na uczelni państwowej, Ty szukasz w materiałach, które przygotowują osoby wykształcone przez nasze uczelnie, a nawet i osoby bez wykształcenia. Ten sam błąd, bo bazowaliśmy na tym samym źródle. Cieszę się, że poznałam jak (nie)działa nasz system opieki zdrowotnej i profilaktyki, ale gdy już zrozumiałam o co chodzi, znalazłam inną drogę i swoją prawdę. Na tyle dobrze, że nigdy nie mam w zwyczaju się poddawać, myślę mózgiem, szukam możliwości, nie wierzę w rzeczy niemożliwe, nie oglądam telewizji i to zostało mi do dzisiaj. Nie lubię wciskania kitu, mam oczy otwarte i widzę, jak zarabia się na chorych ludziach, jak wciska się leki, które nie leczą, a jedynie wypełniają spowodowane chorobą dziury, a zamiast dostosować dietę pod wyniki badań i ponaprawiać człowieka, daje się tę samą dietę, dostosowując jedynie kalorie pod przyjmowane leki. Tego mnie nauczyli na studiach medycznych, ale o tym za chwilę.

W co dałeś się wkręcić?

Światem rządzą mity. Nawciskano ludziom, że w chorobie Hashimoto tarczyca cały czas będzie malała, że insulinooporność zostaje do końca życia, że na nowotwór to tylko chemioterapia, a jeśli masz niekończącą się biegunkę pół życia, to niestety taka Twoja uroda i taki urok Twoich jelit. Jak nie chcesz żyć z biegunką to albo bierzesz sterydy, albo jak nie bierzesz to ledwo z toalety wyjdziesz, a już cię woła z powrotem i tak sobie radź. Lubimy uzależniać ludzi od leków, bez poznania przyczyn choroby. Lubimy dawać leki hamujące biegunkę, bez sprawdzenia wszystkich możliwości, które mogły tę biegunkę wywołać. Masz lamblie, przez co wykręca Ci jelita, ale droga poszukiwań przyczyny biegunki jest długa i niestety skuteczna, więc lepiej i szybciej wziąć leki, tylko że lamblie dalej siedzą i niszczą Twoje ciało, anemia jest jak była, ale pacjent zadowolony, bo biegunki nie ma. Odstawi leki, biegunka wraca. Czyli pomagają? Jak pomagają, trzeba brać. Tylko czy pomagają na chorobę, czy na objawy? Najlepiej o tym nie myśleć, za dużo w gabinecie nie pytać i brać leki regularnie i nie daj Boże odstawić, bo biegunka murowana. Warto nie wierzyć ślepo w białe fartuchy, tylko szukać pytania: jakie informacje chce mi przekazać moja biegunka? Skąd się wzięła? Co dzieje się w środku mnie, że przestałem tolerować jedzenie? Skąd się wzięło moje hashimoto? Dlaczego szkodzą mi zdrowe produkty?

Dalej bój się tłuszczu. Szczególnie jak masz cukrzycę, czyli chorobę wywołaną cukrem.

Nagłówek ironiczny. Oparty na ogólnodostępnej wiedzy. Dzwoni nowa Pacjentka, umówić się na wizytę, je dwie kromki chleba z ogórkiem, ale kiełbasy i tłustego nie rusza, a cukier skacze, że wartości wywindowane w kosmos! Niesamowite… Wmawia się ludziom z cukrzycą typu 1, a nawet i typu 2, że potrzebują insuliny zewnętrznej i bez niej nie będą żyć, a nawet jak będą, to bez niej nie schudną. Ale zanim do takiego zaburzenia doszło pozwoliliśmy na sprzedaż słodyczy, syfiastego jedzenia, wmówiono nam, że bez chleba zginiemy, że musimy jeść zboża 5 razy dziennie. Gdy już doszło do tego, że okres insulinooporności został przespany, wjechała cukrzyca typu 2, a za nią cukrzyca 1. I nie usłyszysz w TV, że da się inaczej niż bez insuliny, że możesz obniżyć glukozę dietą. Jedynym rozwiązaniem opłacalnym i przynoszącym zysk jest pompa insulinowa, albo jeszcze więcej insuliny i oczywiście dieta niskotłuszczowa. Ale może warto najpierw pomyśleć, z czego ten cukier we krwi się podnosi? Bo na pewno nie z tłuszczu. Bo przecież media tłuką, Twój lekarz też potwierdzi, że: tłuszcz jest niezdrowy, tuczący i kaloryczny. I to wszystko zgadza się z tym, co mówi wychwalana w naszym kraju piramida żywności i żywienia. Mnie też na studiach nauczyli, że piramida rzecz święta, a jeśli ktoś choruje, to nadal powinien jeść tak jak piramida zaleca. Zmienia się jedynie to, że dorzucamy takiej osobie leki, ewentualnie zwiększając dawkę. Czyli zmuszamy osobę do podporządkowania się pod schemat, zamiast pomyśleć, jak zmienić schemat pod wyniki danej osoby. Jedz pieczywo, makarony i ziemniaki oraz odtłuszczone jogurty z dżemem, jeśli masz cukrzyce, czyli chorobę wynikającą m.in. z przeładowania organizmu cukrem. Pamiętaj, że musisz mimo wszystko ograniczyć tłuszcz, bo tak zalecają normy. Chyba ktoś ominął zajęcia z fizjologii człowieka, że glukoza we krwi rośnie po spożyciu glukozy z pokarmu, a nie po spożyciu tłuszczu.

A co z insulinoopornością?

Kiedy doszło do insulinooporności, czyli zmory naszych czasów, medycyna skupia się na „wyleczeniu” choroby najczęściej za pomocą metforminy. Pacjent ma insulinooporność, nie wie dlaczego, nie wie skąd, ani jak to działa na poziomie komórkowym, nie wspominając już o wpływie na apetyt, leptynooporność i gromadzenie tkanki tłuszczowej, ale bierze metforminę, bo jest „leczony” metforminą. Lekarz pyta czy była próba z dietą – była, ale nieskuteczna… żadne diety nie działają, pacjent rozkłada ręce. Nie dziwię się, nie da się schudnąć z insulinoopornością, dolewając oliwy do ognia i korzystając z wytycznych opartych na produktach dostarczających glukozę, w dodatku jedzonych 5 razy dziennie. Możesz przyjmować siofor, metformax, czy glucophage – tylko nie łudź się, że te „leki” wyleczą Twoją insulinooporność. Na Boga, przecież brak metforminy nie wywołał u ciebie insulinooporności! Szczególnie, jeśli masz problemy z redukcją masy ciała, metformina działa cuda, a w zasadzie jej efekty uboczne takie jak: biegunka, brak apetytu, bóle brzucha. Nic dziwnego, że odechciało Ci się jeść, a od samego patrzenia na jedzenie robi Ci się niedobrze. Do tego dochodzi kwestia anemii spowodowanej niedoborem witaminy b12, którą wywołuje długotrwałe przyjmowanie leków z metforminą.

Błędne koło leczenia insulinooporności

Insulinooporność to właśnie problem z działaniem szlaków, które u zdrowej osoby działają poprawnie, czyli zgodnie z mechanizmem:

  1. zjedzony cukier (również węglowodany złożone)
  2. trzustka wydziela insulinę
  3. insulina przyczepia się do receptora na komórce ciała
  4. glukoza zostaje przetransportowana do wnętrza komórki
  5. następuje spalanie glukozy i przetworzenie na energię

Jeśli przyjmujesz metforminę, to głównie po to, by zmusić ten szlak do pracy.

W przypadku insulinooporności ten mechanizm zostaje zaburzony z powodu różnych przyczyn, jak np. stany zapalne i wynikająca z tego produkcja cytokin prozapalnych, niedobór witaminy D3 i i inne niedobory żywieniowe, zniszczone mitochondria, problemy z tarczycą. Przyczyną insulinooporności są też problemy jelitowe wywołujące ogólnoustrojową reakcję zapalną związaną z krążącymi cząsteczkami LPS z twoich przesiąkliwych jelit – to tylko niektóre czynniki, które wpływają na zaburzenie komunikacji insulinowo-glukozowej. Teraz już rozumiesz, dlaczego mając biegunkę, czy po okresie antybiotykoterapii wpływającej na uszkodzenia kosmków i zwiększającej przesiąkliwość jelit, cierpisz na insulinooporność i łatwiej tyjesz?

Czyli wiesz już, że w wyniku stanu zapalnego komunikacja insulinowa zostaje zaburzona, a więc we krwi obserwujemy podwyższony poziom glukozy. Dlatego też, za każdym razem kiedy jesz węglowodany (nie mówię tylko o cukru z cukiernicy, ale również pełnoziarnistym makaronie), Twój poziom glukozy we krwi rośnie. A wraz z nim rośnie insulina, która nasila stan zapalny, tworząc zjawisko zwane insulinoopornością, czyli opornością komórek na działanie insuliny. Zatem, jeśli chcemy w sposób naturalny obniżyć poziom insuliny we krwi, a tym samym poziom glukozy, szukamy sposobu na to, jak jeść, by poziom glukozy pozostał stabilny, a przy tym odżywić komórki. Dla mnie logiczne, jednak niewykonalne na diecie zgodnej z ogólnymi wytycznymi naszego kraju. Skoro wymyślona piramida nie działa, z pomocą przychodzi metformina, która blokuje wchłanianie węglowodanów w jelitach (och, witaj biegunko!) i co więcej, potrafi wepchnąć ją do komórek na siłę, nie patrząc na to, co spowodowało zaburzenia w komunikacji insulinowej. Szukamy prostych rozwiązań, które niestety dają skutki uboczne. Schemat da się odwrócić: jedz mniej węglowodanów, aby obniżyć stan zapalny, schudniesz i poprawi się Twoja insulinowrażliwość. Wyrównaj dysbiozę jelit, szukaj ognisk zapalnych, zadbaj o rytm dobowy, uzupełnij niedobory.
My wolimy wygodniejsze rozwiązanie „zjeść ciastko i mieć ciastko”, czyli dalej jeść chlebek i słodką owsiankę z bananem, a do tego przyjmować metformine, by ten zjedzony pokarm nie wchłaniał się dostatecznie do krwiobiegu. Czyli jesz to, co Ci szkodzi, ładując leki, które blokują wchłanianie tego, co Ci szkodzi. Dalej jedz zgodnie z piramidą żywienia, bo tak mówi lekarz. A jeśli piramida żywienia Ci szkodzi, źle się czujesz jedząc płatki, kanapki i makaron, to nie dlatego, że jej zalecenia nie są dostosowane do Twoich potrzeb, ale dlatego że do tej pory nie brałeś leków, które musisz brać, bo inaczej piramida żywienia do Ciebie nie pasuje. Dlaczego boimy się nazwać rzeczy po imieniu? Bo trudno jest iść pod prąd i sprzeciwić się systemowi. Działać w zgodzie z prawdą w naszym kraju. Ręce opadają.

Jak ja się cieszę, że po studiach zostało mi jeszcze trochę miejsca w mózgu na poszukiwania prawdy i chęci do dalszego rozwoju. Teraz przygotowuję dla moich pacjentów ich indywidualne piramidy żywienia, zgodnie z potrzebami organizmu i jego zdolnościami do korzystania z paliwa glukozowego lub insulinowego. Jeśli mamy Hashimoto – myślę o przyczynach i robię wszystko, co da się zrobić dostępnymi w naszym kraju metodami, aby zmniejszyć produkcję przeciwciał i tym samym zachować tarczycę, by nie została zjedzona przez nadreaktywny układ immunologiczny do samego końca. Bo jeśli tak zostanie, Ty zostaniesz na lekach, a po Twojej tarczycy nie będzie ani śladu. Możesz też wierzyć, że nic się nie da zrobić, bo tak jest wygodnie. Diagnostyka przyczynowa jest trudna, badania kosztowne, naprawa zepsutego metabolizmu też – w końcu ponosisz koszty swoich błędnych decyzji z całego życia. Trochę musiało się nazbierać tych błędów, a nadwaga i zdrowie świadczą o tym, że szedłeś złą drogą, a Twoja prawda minęła się z prawdą.

Co możesz zrobić?

Po pierwsze włącz myślenie. Zastanów się, czy Twoje dolegliwości na pewno są niewyleczane i czy warto opierać swoje zdanie na jednym źródle wiedzy i wytycznych żywieniowych nadzorowanych pod rząd, który umie na Tobie zarobić.

Pamiętaj, że robiąc cały czas to samo, nie osiągniesz innego efektu. Jeśli do tej pory dieta nie zadziałała, to ta sama dieta nie zadziała też jutro i za rok.

Żadna choroba nie bierze się z braku leku. Są choroby, których wyleczenie jest kosztowne lub niemożliwe. Są to jednak skrajne przypadki. O dziwo, medycyna tak niesamowicie się rozwija, wiemy coraz więcej, możliwości mamy coraz więcej i leków mamy coraz więcej, a chorób i chorych zamiast ubywać – przybywa! Przypadek? Pomyśl, jak wygląda „leczenie” Hashimoto w Polsce – czekamy, aż wykryta choroba rozwinie się, a więc chodzimy regularnie do lekarza, by w odpowiednim momencie wypisał leki. Leki, przypominam, nie wycelowane w leczenie choroby, a jej skutki, czyli celem leczenia pacjenta z Hashimoto jest uzupełnianie braków hormonów w skutek zniszczeń tarczycy. Jeśli do zniszczeń jeszcze nie doszło to „należy” czekać i regularnie chodzić na kontrolę. Zamiast wprowadzić działanie, którego celem będzie zapobieganie dożywotniej lekoterapii. Kto pomyśli wcześniej, ten gotów ocalić swoją tarczycę.

Żadne ogólnoprzyjęte normy, nie są dobre dla wszystkich.

Przestań wierzyć, że komuś w tym kraju (który na nas zarabia) zależy na Twoim zdrowiu.

Szukaj przyczyn Twojej choroby, zamiast brać leki działające na objawy.

Nie daj sobie wmówić, że czegoś nie da się wyleczyć. Jeśli coś urosło, musiało dojść do zaburzeń metabolicznych i nierównowagi i w większości uda się wyleczyć, jeśli uda się przywrócić równowagę.

Dieta oparta na pszenicy i chlebie działała jeszcze sto i więcej lat temu, gdy nie było tylu leków, chemii, przetworzonej żywności, promieniowania, stresorów i innych czynników odrywających nas od natury i sprzyjających tworzeniu stanów zapalnych. Nie ulegaj hasłom „od zawsze jedliśmy pszenicę”. Pszenica również się zmieniła w celu zwiększenia jej wydajności (biznes, nie zdrowie).

Więc jeśli dotychczasowe metody nie zadziałały, chętnie wytłumaczę Ci, w jaki sposób to co jesz, powoduje że tyjesz i masz problemy zdrowotne, pomogę poszukać przyczyny i wskażę inne możliwości i inną drogę. Jeśli nie masz czasu czekać na swoją konsultację dwa miesiące, to pomyśl ile czasu już zmarnowałeś na dietetyka dostępnego od ręki. Czy tylko o to chodzi, aby pójść dostać dietę jak najszybciej, żeby nie tracić czasu? Jeśli czas jest dla Ciebie ważny, to nie wybieraj dietetyka po tym, jak szybko Cię przyjmie i jak szybko ułoży dietę. Nie wybieraj po cenie – leczenie za półdarmo, czy leczenie darmowe u dietetyka na NFZ musi się opłacać także drugiej stronie. Jeśli Ty za to nie płacisz, zostanie to sfinansowane w inny sposób lub sfinansują to wykupowane przez Ciebie leki. Lekarzem nie jestem, ale przyjmowałam w przychodni, a oczy i uszy mam otwarte. Ale Twoja “oszczędność” to na pewno nie będzie oszczędność czasu ani zdrowia.


.

 

Comments (2)

  • Viola

    Dokładnie, artykuł w punkt..
    Choruje ma hasimoto. Trochę czytam ,szukam aby sobie pomóc.boinaczej .nijt mi nie pomoże.
    Choroby autoimmunologiczne , ciężko się leczy bo wymagają Uwagi i czasu i systematyczność A nie tylko pustych hormonów.
    Pozdrawiam Hasi

  • complEAT

    Dokładnie tak jest. Cierpliwość, systematyczność, samoobserwacja i chęć poszukiwania przyczyn będa kluczowe. Wszystkiego dobrego!

Napisz Komentarz